„Zachęcony słowami , wstępem do historii zespołu , o której trzeba mówić głośno to ja też chciałem podzielić się moją młodzieńczą częścią życia jaką spędziłem z zespołem , jaką mu poświęciłem i o wspomnieniach jakie u mnie zostaną do końca. Trzeba bardzo podziękować mojemu koledze Józefowi , że odsłonił oryginał wspomnień szanowanego przez wszystkich w tym i przeze mnie p. Józefa Szurki .
 
Te oryginalne i osobiste słowa niech służą młodszym i potomnym . Ale i o innych sprawach . Rozumiem , ze są to osobiste notatki profesora , ale i uzupełnienia autora .A są one dla mnie za ubogie . Początki zespołu to fascynacja nim około 200 osób , chóru ,orkiestry , baletu . Myślę , że ja uczestniczący w tych początkach pisząc o nich znalazłbym do dopisania więcej faktów i miłośników .Parę spraw moich osobistych subiektywnie pamiętanych , ale prawdziwych. Początki zespołu były czasem pionierskim . Tworzono go z niczego , od podstaw.
 
Mocną bazą byli ludzie , nasi nauczyciele państwo Drabent , Szurko , Siemoniak i ten z inicjatywy, którego zespół powstał p. Grab i my młodzież . A pamiętać trzeba , ze jesień 1955 roku był to czas, kiedy zaczęło się coś w kraju zmieniać , młodzież potrzebowała czegoś innego.To zespół dawał im to inne . Przede wszystkim stworzyła się silna wieź młodzieży z kadrą .To było nowe zjawisko , Kadra zaczęła traktować młodzież poważnie i po przyjacielsku .To w zespole zaczęto śpiewać i tańczyć to co nasze , ludowe , to co było do tej pory zakazane , a nie to nakazane propagandą . Ale trzeba też było starać się o wyposażenie materialne . Mundury przywożone nieraz z górniczych magazynów , stroje z lamusów innych zespołów . Czyszczenie w tym czarną kawą ,pranie ,prasowanie czyszczenie butów i uciecha , to już jest nasze , zespołowe.
 
Chcę parę spraw o tej części mojego młodzieńczego życia , jaką spędziłem z moim zespołem , jaką mu poświęciłem w tym o wspomnieniach , które u mnie zostały i będą do końca.To u mnie w domu z pomocą mego ojca naprawiono pierwsze połamane pogiętych pulpitów dla orkiestrantów . To do mnie do domu przywieźliśmy troylebusem i poskładali z części , pomalowali w możliwy na ten czas sposób , pierwszy zespołowy czarny kontrabas . Zespól używa go do dziś , to też 60 lat . A mnie łza w oku się kreci ,gdy jestem na koncercie i widzę ten kontrabas to wzdycham , że to też moja cząstka zespołu .To u mnie w domu przez pół roku mieszkał na prawach członka rodziny po skończonej szkole górniczej mój imiennik Alfred ze Starogardu , pierwszy kontrabasista w zespole. Tak trzeba było bo jak brzmiała by orkiestra bez kontrabasu , gdyby muzyk po szkole wyjechał w rodzinne strony.
 
A o tym jak bardzo w tych początkach zespołu uważaliśmy się odpowiedzialni za jego losy niech zaświadczy inny fakt . W roku 1956 w czerwcu zdawaliśmy wraz z 3 kolegami z mojej klasy należącymi do zespołu pisemną maturę z matematyki .W dniu pisemnej matury zespół wyjeżdżał na przegląd zespołów artystycznych szkół górniczych do Chorzowa . Dylemat ? Pisać maturę do końca , czy wcześniej zdać nieskończoną pracę z 3 zadaniami . Czy wyjść z matury i szybko na dworzec . Zaryzykowaliśmy , i okazało się że maturę zdaliśmy . Wilk był syty i owca cała a w sumieniu byliśmy też w porządku wobec zespołu , kierownictwa i kolegów . A potem członkowie zespołu naturalnym tokiem spraw, musieli z czasem rezygnować z uczestnictwa w zespole . Zająć się pracą zawodową , zająć się poważnie swoim życiem osobistym.
 
Ale bardzo wielu z nich przyjaźni zespołowych między sobą , sympatii do zespołu nie przerwało. To w nich pozostało i widać to będzie na jubileuszu Mnie też życie wtłoczyło w wir pracy zawodowej i spraw rodzinnych. Ale zespół i więź z nim pozostała . Hasło zespół mnie zawsze mobilizuje do pomocy w tym sympatii . W pracy zawodowej los kazał mi pracować w nauczycielstwie . Zdobyłem też uprawnienia do prowadzenia obozów , kolonii . W latach 70 kadra zespołu prosiła , abym zorganizował i poprowadził parę obozów wypoczynkowych i szkoleniowych .
 
Jak nazywać się przyjacielem zespołu i odmówić. Zamiast urlopu , zostawiałem rodzinę ,dzieci i jechałem . Na obozy często zabierałem starszego syna o którym p. Jola z kadry a moja koleżanka mówi , że jest dzieckiem zespołu , a później nawet w nim pracował . Tak w skrócie opisałem moją retrospekcję historii mojego życia w zespole . Mojej z nim i jego członkami przyjaźni , sympatii .Zakończę moim stałym zawołaniem i życzeniem : ” Leć pieśni leć ” przez następnych 60 lat .”